|
FEROSITY
Gdy tylko pierwszy raz zdarzyło mi się odpalić CD „Primordial Cruelty” wiedziałem, że będę musiał bliżej się przyjrzeć FEROSITY. Moja recenzja tej płyty jest gdzieś na naszej stronie, ale podkreślę raz jeszcze – to jedem z najlepszych death metalowych materiałów, jaki powstał w naszym kraju w ostatnim czasie. Nic, tylko słuchać i napierdalać. Szybko zatem podesłałem ten zestaw pytań i całe szczęście, niedługo potem doczekałem się naprawdę konkretnych, porządnych odpowiedzi. Mam jednak dwie refleksje z tego wywiadu – pierwsza to taka, że nie ma to, jak pogadać o death metalu z kimś, kto jest mniej więcej w twoim wieku (z trójką z przodu); wynika z tego zawsze przyjacielska niemal, miła pogawędka. Druga refleksja jest jednak smutniejsza – chodzi o to, że często Marek podkreśla, jak to na psy zeszło wiele aspektów tzw. podziemia metalowego. Nie sposób przyznać mu przy tym racji, skoro wiedza i umiejętności młodzieży często nie wykracza ponad to, co można kliknąć na ekranie monitora. No nic, nie zamierzam zagłębiać się w ten temat, bo można o tym napisać pracę magisterską. Dla mnie, jako fana z tzw długim stażem najważniejsze jest jedno – FEROSITY dał mi po łbie i zmasakrował. Zapraszam do wywiadu, psie juchy!
Witam! Przede wszystkim przepraszam za to, iż tak długo trwało, zanim udało mi się skompletować ten zestaw pytań. Człowiek zapracowany, to nie zawsze czas znajduje na pisaninę… Mam jednak nadzieję, że gotowy jesteś na „przesłuchanie”! Zapodaj zatem jakieś dobre dźwięki i jedziemy z tym gównem!
Cześć! Oczywiście jestem gotowy, o death metalu mogę gadać i gadać zatem jedziemy!
Przede wszystkim chciałbym pogratulować bardzo udanej nowej płyty. Moim skromnym zdaniem „Primordial Cruelty” to doprawdy znakomity album. Płyta zawiera chyba wszystko to, co najlepsze w brutal death metalu – mega brutalność, świetną technikę (na całe szczęście bez przesady), jest szybka i wali po łbie, a jednocześnie ma miażdżący sound! Mam nadzieję, że nie jestem odosobniony w tej opinii i wszystkie recenzje, jakie do tej pory otrzymaliście podzielają mój komentarz?
Płyta zbiera faktycznie świetne recenzje, co nas bardzo cieszy. Naszym założeniem było stworzenie płyty death metalowej, do której będzie się chciało wracać po kilku czy kilkunastu przesłuchaniach. Miały być fajne riffy, ciężkie mięsiste gitary, częste zmiany tempa, tak żeby muza nie nużyła. I chyba udało nam się osiągnąć ten efekt. Jeśli chodzi o określenie brutal death metal to od razu muszę sprostować, że gramy taki „brutal” jak na połowę lat 90-tych. (Niczego innego nie miałem na myśli, jak właśnie to! – dop. Astus) Daleko nam do współczesnych technicznych napierdalaczy spod znaku Unique Leader. Pozytywny odbiór płyty cieszy tym bardziej, że gramy dosyć archaiczny i niepopularny death metal i idziemy pod prąd panującym obecnie trendom (np. death przesiąknięty black metalem). „Primordial Cruelty” pomimo braku zawrotnych prędkości zawiera esencję starego death metalu sprzed kilku czy kilkunastu lat.
Czy wy, jako zespół czujecie się spełnieni tym albumem, czy śmiało możecie sobie powiedzieć, że daliście z siebie wszystko i udało wam się wysmażyć coś naprawdę konkretnego? Co sam czujesz słuchając dziś tego CD? Podejrzewam, że musisz być dumny z tego nagrania… a może jest wręcz przeciwnie, należysz do tego grona muzyków, którzy wyszukują w swoich dokonaniach niedociągnięcia i wolą patrzeć zawsze w przyszłość, myśląc jedynie o tym, co by tu ulepszyć / poprawić przy okazji kolejnych nagrań?
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z tej płyty, tym bardziej, że sami widzimy, jaki osiągnęliśmy postęp w ciągu tych pięciu lat, kiedy ustabilizował nam się skład i ruszyliśmy z kopyta. „Overthrown Divinity” przez to, że miała dosyć surowe brzmienie nie kopała jeszcze dupska tak jak „Promordial Cruelty”. Poprawiliśmy brzmienie, kawałki są bardziej rozbudowane aranżacyjnie. Bardzo lubię słuchać tej płyty i robię to dosyć często. Nie jest to kwestia jakiegoś popadania w samozachwyt, ale bardziej kwestia jarania się death metalem, którego mi dziś brakuje na polskiej scenie i który sam sobie postanowiłem stworzyć. Trafnie to określił recenzent Terrorizer Magazine pisząc o nas „'90s death metal made by fans for fans”. „Primordial Cruelty” jest płytą, na której udało nam się zrealizować wszystkie pomysły i założenia, jakie mieliśmy przed wejściem do studia i nic bym w niej nie zmieniał. Jestem bardzo zadowolony z roboty, jaką dla nas zrobił Janos w Progresja Studio. Jeśli chodzi o przyszłość to już widzę po nowych numerach, że będzie niezły czad.
Jakie nadzieje wiążecie w tej chwili z „Primordial Cruelty”? Moim zdaniem płyta ta śmiało mogłaby poradzić sobie w Europie i wytrzymuje konkurencję z wieloma hordami z tzw. zachodu, jeśli nawet ich nie przebija. Czy ów „zachód” daje wam znać swoim zainteresowaniem FEROSITY, może pojawiają się jakieś propozycje współpracy „stamtąd” (FROM BEYOND!!!)?
Nie liczymy za bardzo na zainteresowanie zachodu, bo zdajemy sobie sprawę z tego, jakie są teraz realia na rynku. Potrzeba ogromnej promocji, żeby się wybić na rynku krajowym, a co dopiero mówić o zachodnim. Mało która wytwórnia podziemna teraz się na to decyduje ze względu na sporą szansę ftopy finansowej. Tomek z REDRUM666 stara się dystrybuować i wpychać nasze płyty swoimi kanałami gdzie się da, ale niestety w przypadku takich mało znanych leszczy jak my oddźwięk jest znikomy. Nasze płyty są w kilku zachodnich sklepach internetowych min. w RELAPSE, SEVERED Records czy też GOREGIASTIC Records, ale nie wiem czy jest zainteresowanie. Sprzedaż „Promordial Cruelty” w Polsce bardzo kuleje, za to ściągalność płyty z sieci (od listopada zeszłego roku, gdy jakimś magicznym sposobem się tam znalazła) przerosła moje wyobrażenie… Chyba określenie „polish death metal” robi na zachodzie sporą reklamę takim kapelom jak nasza, bo tego samego dnia kiedy płyta wypłynęła do sieci dowaliło nam mnóstwo nowych friendsów na myspace… I tak wygląda na razie nasza przygoda z zachodem. Ale nie ukrywam, że przy okazji kolejnego CD poświęcimy więcej czasu na promocję „tu” i zaistnienie „tam”...
No tak, takie są właśnie realia. Podejrzewam, że większość „fanów” (ujmuję to w cudzysłów specjalnie) nie kupi płyty, nawet jeśli będzie za 5 zyli, bo może być za darmo z sieci. A przecież REDRUM opycha towar za bardzo małe pieniądze, a jakościowo ich wydawnictwom nie można nic zarzucić. No, ale to temat rzeka, wróćmy do najważniejszych spraw. Jak długo trwały prace nad „Primordial Cruelty”? Kto jest głównym autorem poszczególnych utworów? Czy czuliście na sobie pewną presję tzw. debiutanta, mieliście świadomość, że aby dorównać poziomem najlepszym kapelom z Polski trzeba się wspiąć naprawdę na wyżyny swoich możliwości? W końcu, jeśli płyta okazałaby się niewypałem – na szczęście nie jest – to później maniacy mogliby zwyczajnie machnąć na was ręką i przy okazji kolejnych wydawnictw z góry FEROSITY pogrzebać…
No cóż, odnośnie maniaków to właściwie sam nie wiem co o nas myślą... nikt nie pisze dzisiaj listów jak wieki temu, nikt nie pisze maili, gramy koncerty dla prawie pustych sal, więc opinie o naszej muzie znamy raczej tylko od znajomych metalowców oraz z mediów (recenzje, relacje, prezentacje w rozgłośniach radiowych itp...). (Kurwa, oto fakt smutniejszy nawet jak kolejny Kaczor na prezydenta; sic! – dop Astus) „Primordial Cruelty” powstawał sobie pomału na próbach przez około rok czasu, zupełnie bez ciśnienia i na luzie. Taki mamy styl pracy, że wchodzimy do studia dopiero wtedy jak materiał jest gotowy w 100%, a nie wtedy, gdy ktoś tego od nas oczekuje, bo mamy kontrakt, terminy, zobowiązania itp. Połowę numerów zrobił Habib, połowę ja. W trakcie komponowania nie odczuwaliśmy żadnej presji, bo nie jesteśmy absolutnie nastawieni na rywalizację z kimkolwiek, a tym bardziej nie ścigamy się z topowymi kapelami z Polski. To co się dzieje z FEROSITY od pięciu lat, wydane dwie płyty, masa recenzji i pozytywny odbiór naszej muzy bardzo nas nakręca i motywuje do pracy nad kolejnym albumem. I to nam wystarcza.
W jaki sposób przebiega w FEROSITY proces komponowania? Czy jest to praca zespołowa, czy raczej indywidualne tworzenie? Ciekawi mnie, czy wyznaczacie sobie jakieś cele przed każdym nowym utworem – np. „ten będzie wolniejszy”, a „tamten musi być najszybszy ze wszystkich”, czy też pozostawiacie wszystko „ślepemu losowi”? Z jakich składników powinien się składać twoim zdaniem perfekcyjny death metalowy track, o ile taki istnieje (a moim zdaniem takie są!)?
Perfekcyjne death metalowe tracki można by długo wymieniać... I w moim odczuciu większość z nich pochodziłaby zza Wielkiej Wody. Przepis jest prosty, napierdalanka na przemian z ciężkimi walcami! To właśnie charakteryzuje amerykańską scenę death metalową. Idealnym przykładem są tu takie numery jak „Infecting The Crypt” SUFFOCATION, czy też „Hammer Smashed Face” CANNIBAL CORPSE. W FEROSITY wstawiamy ciężkie zwolnienia, bez których nie wyobrażam sobie dobrego death metalowego kawałka. Owszem, sieka od początku do końca płyty też może mieć swój urok, jeśli kapela gra faktycznie z pomysłem i nie nudzi (np. UNMERCIFUL, ORIGIN), ale jednak ciężki walec w death metalu zawsze robił na mnie piorunujące wrażenie. W FEROSITY proces tworzenia na początku wyglądał tak, że robiliśmy z Habibem nowe utwory poprzez łączenie w jedno naszych wspólnych pomysłów i riffów. Teraz jesteśmy bardziej doświadczeni, każdy z nas ma masę swoich pomysłów i pracujemy nad własnymi utworami indywidualnie. Końcowy efekt w postaci gotowych numerów na płytę jest już wynikiem pracy całego zespołu.
Nie zapomnijmy, że perfekcyjny track musi zwyczajnie pozostać w głowie na długo. Ot, choćby wczoraj (niemal przypadkowo) dorwałem album (album, nie mp3, chuje!) mało znanej kapeli ze Szwajcarii, DISPARAGED. Mają tam chłopiny na płycie utwór pt. „Under Foreign Flag” i… to jest właśnie to!!!!!!! Często w recenzjach nagrań FEROSITY pojawiają się porównania do amerykańskich załóg death metal. Co myślisz o tych porównaniach? Czy to właśnie takie kapele, jak SUFFOCATION, DEEDS OF FLESH, IMMOLATION, MONSTROSITY należą do waszych największych źródeł inspiracji? Często też mówi się o was, jako o old school'owej kapeli. Czym zatem jest dla was ten tzw. old school?
Kiedyś w latach 90-tych katowałem się kapelami typu BRUTALITY, RESURRECTION, SOLSTICE i wtedy wydawało mi się, że old school to stare granie w stylu CELTIC FROST, SAMAEL, BATHORY itp... Ostatnio na koncercie SUFFOCATION Frank Mullen użył tego określenia dla starych numerów, które akurat zagrali (z pierwszych płyt). Tak samo Corpsegrinder na koncercie CANNIBAL CORPSE czy też Sean Beasley na DYING FETUS... Chyba każde „nowe czasy” w muzyce mają swój własny „kolejny” old school. Obecnie płyty metalowe są bardzo zdigitalizowane, skomputeryzowane, ztriggerowane i brakuje im brudu i brzmienia sprzed kilku czy kilkunastu lat. I może dlatego w tych dzisiejszych czasach wypieszczonego i sterylnego metalu, terminem old school określa się klasyczne kapele typu SUFFO, które były czymś nowym i rewolucyjnym w „swoich czasach”... A FEROSITY ? No cóż. Porównania do amerykańskiej sceny mają swoje uzasadnienie w tym, że jaramy się z Habibem taka muzą od początku lat 90-tych i siłą rzeczy FEROSITY przesiąknięte jest klimatem i ciężarem tuzów gatunku zza Atlantyku. Gramy to, co nam w duszy gra, a porównania, które pojawiają się w recenzjach są dla nas tylko i wyłącznie powodem do zadowolenia.
I dobrze, bo jak też tak o was napisałem he, he. „Primordial Cruelty” to kolejny wasz materiał wydany dla REDRUM666. Przyznam szczerze, że bardzo dopinguję poczynaniom tej wytwórni, bo za niewielkie pieniądze można u niej kupić naprawdę ciekawe CDs… No i oczywiście wspiera ona młode, polskie kapele, a takim poczynaniom należy jedynie przyklaskiwać. Podejrzewam, że byliście zadowoleni z promocji
"Overthrown Divinity", skoro także nowy CD ukazał się dla nich? Mieliście przy okazji jakieś inne labels na oku? Jak przebiega w ogóle promocja „Primordial Cruelty”, zwłaszcza poza Polską?
Tomek z REDRUM666 odwala kawał dobrej roboty, wydaje sporo materiałów, które nie miałyby szans w dużych wytwórniach. Przekrój gatunkowy jest ogromny, nie wszystkie kapele mnie jarają, ale ma też w swoim katalogu takie perełki jak SOUL SNATCHER czy też czeski HEAVING EARTH, którego debiut niedługo ma się ukazać. „Overthrown Divinity” wydaliśmy sami w małym nakładzie w 2006 roku i rozsyłaliśmy gdzie tylko się dało. Tomek wyciągnął po nas łapy i rok później wydał elegancką reedycję z bonusami. Ukazało się w tym czasie dużo recenzji w Polsce i zagranicą, opinie były pozytywne, byliśmy miło zaskoczeni i zadowoleni. Po nagraniu „Primordial Cruelty”,w porozumieniu z Tomkiem spróbowaliśmy uderzyć do większych wytwórni, ale nikt się nie odezwał. Płyta wyszła ponownie w REDRUM666, recenzji znów jest sporo, muzyka się podoba, więc jest git. Cierpliwie budujemy swoją pozycję na scenie i zobaczymy, co się wydarzy w niedalekiej przyszłości...
Wróćmy teraz na chwilę do przeszłości. Powiedz, co właściwie FEROSITY porabiał tyle lat od czasu powstania kapeli do wydania
"Overthrown Divinity"? Pytam, bo od momentu założenia FEROSITY do pierwszego wydawnictwa minęło chyba z 5 lat, prawda? Co właściwie wam dała ta działalność przed debiutem? Słyszałem, że na początku istnienia mieliście cholernie sporo problemów ze skompletowaniem pełnego składu. W jakich zatem okolicznościach powstał ten obecny line up?
Problem ze skompletowaniem składu polegał głównie na chronicznym braku odpowiedniego pałkera. Przez zespół przewinęło się kilku osobników, ale żaden z nich nie kumał death metalu w dostatecznym stopniu, żeby zagrzać u nas miejsce na dłużej. Sytuacja była wkurwiająca, były momenty, że chcieliśmy to wszystko rzucić w diabły. Jedynym plusem tego okresu było to, że naparzaliśmy z Habibem i Tomkiem nasze numery do automatu perkusyjnego, dzięki czemu bardzo się „zgraliśmy” ze sobą. W 2005 roku Habib namówił Sebka z BROKEN SWORD, żeby z nami pograł, a niedługo potem pojawił się Pavulon. Po skompletowaniu składu nabraliśmy rozpędu. Materiał mieliśmy w dużej części gotowy, szybko go ograliśmy z nowymi muzykami, po czterech miesiącach zagraliśmy pierwszy koncert, a po kolejnych czterech „Overthrown Divinity” był już nagrany.
Chciałbym w jednym pytaniu zahaczyć o wspomniany już "Overthrown Divinity". Jest to wasz debiut, jednak od razu udało wam się go wydać na profesjonalnym CD dla REDRUM 666. Niewielu kapelom udaje się tak wyraźnie zaistnieć już z pierwszym materiałem. Nie myśleliście jednak, że sporo ryzykujecie, że może lepiej byłoby wydać wpierw normalne demo, a ewentualnie dopiero kolejny materiał wydać na CD? Nie jest to nieco „dziwne” he, he – ot kapela bez demo, itd. wydaje CD? Musieliście być bardzo pewni swej wartości i jakości tego materiału. Jak w ogóle "Overthrown Divinity" został przyjęty przez metalowy świat?
Przed wejściem do studia mieliśmy gotowy materiał na całą płytę, ale faktycznie na początku ze względów finansowych mieliśmy zamiar nagrać tylko 3-4 numery i zrobić z tego demówkę. Okazało się, że zaplanowane utwory nagraliśmy błyskawicznie, mamy sporo czasu, więc polecieliśmy po całości i nagraliśmy cały materiał. Wydaliśmy płytę sami w małym nakładzie, a promówki w kartonikach powysyłaliśmy w Polskę. Taka forma promocji (cały materiał na CD) spowodowała, że do dziś często w mediach pokutuje info, że „Overthrown Divinity” to demo, podczas gdy my w rzeczywistości zawsze traktowaliśmy ją, jako pierwszą pełnoczasową płytę. Nie mieliśmy dylematu czy wybrać kilka utworów i wydać demo, czy też od razu puścić w obieg całość, ponieważ interesowało nas po prostu poznanie opinii o naszej muzyce. Dlatego też nie przywiązywaliśmy aż tak bardzo wagi do formatu wydania. Oddźwięk był pozytywny, REDRUM666 wydało płytę oficjalnie, więc jest git.
Mając na uwadze tytuły waszych obu wydawnictw – „obalone bóstwo” i „pierwotne okrucieństwo” – można odnieść wrażenie, że oba są poświęcone kwestiom religijnym, nade wszystko walce z pewnymi chrześcijańskimi wartościami i narzuconymi „normami”, moralnością. Czy tak jest istotnie?
Na pewno niektóre z wartości obecnie powszechnej wiary w tekstach sobie krytykujemy ale nie jest to żadna walka, bo wiesz... my gramy muzykę a nie palimy kościoły ;) (Wiem he, he – dop. Astus) O ile dobrze pamiętam, to tytuł "Overthrown Divinity" dotyczył obalenia bóstwa jakie czasami sam człowiek z siebie robi, długo by tłumaczyć, generalnie nie dotyczyło to żadnych kwestii religijnych. "Primordial Cruelty" znowu dotyczy człowieka, ale jego pierwotnych instynktów, właśnie w większości okrutnych, wszystko to siedzi w tekstach na okładce, także polecam wszystkim przewertować.
Jacek Piekara wydał cykl książek, w których przedstawia on świat, w jakim Chrystus nie daje się zabić na krzyżu, a schodzi z niego i mieczem wybija w pień wszystkich swoich wrogów, dając początek nowej religii terroru, w której (boskie) prawo bronione jest przez oddziały bezlitosnych inkwizytorów. Co myślisz o podobnej wizji przedstawionej w tym cyklu – może nawet miałeś okazję go czytać?
O cholera, niezły klimat. Nie czytałem jeszcze nic Jacka Piekary, mam „Płomień i krzyż” tom 1, ale czeka on na swoją kolej. Wizja Chrystusa schodzącego z krzyża i mordującego... bardzo odważny pomysł, szczególnie w naszym ciemnogrodzie, gdzie bardzo łatwo można zostać oskarżonym o obrazę uczuć religijnych... Z polskiej fantastyki przerobiłem ostatnio kilka pozycji Jacka Komudy (Kurwa stary – to mój idol, na równi obok Nicke Anderssona he, he – dop. Astus), a z literatury zagranicznej czytam teraz książki J.G. Ballarda. Muszę przyznać, że bardziej mi odpowiada alternatywna rzeczywistość przedstawiana przez tego autora, niż przez Piekarę, czyli np. wizja wyludnionych Stanów Zjednoczonych w 100 lat po katastrofie ekologicznej.
Ostatnie miesiące przyniosły ze sobą najnowsze albumy m.in. NILE, IMMOLATION, UNLEASHED, LOST SOUL, TRAUMA... Miałeś już sposobność zapoznać się z nimi? Powiedz mi też, jakie są ostatnie albumy, jakie zakupiłeś? Czym w ogóle się kierujesz przy zakupie najnowszych CDs, czy LP...?
Kupiłem najnowsze albumy prawie wszystkich kapel, które wymieniłeś. UNLEASHED to zdecydowanie nie moja bajka. Od NILE’a i IMMOLATION nie mogę się uwolnić, coś niesamowitego! Albumy TRAUMY kupuję w ciemno gdzieś tak od 1992 roku. Najbardziej cenię sobie „Comedy Is Over”, ale uważam, że „Archetype Of Chaos” to najmocniejsza rzecz, jaką zrobili od tego czasu. „Immerse In Infinity” LOST SOUL też nieźle zamiata, a pierwsze riffy „Revival” to death metalowe mistrzostwo świata. W całości jednak ta płyta mnie nie powaliła, w moim prywatnym rankingu rządzi „Chaostream”. Co poza tym? Kupiłem najnowsze płyty CINIS, DEIVOS, SUFFOCATION, RESURRECTION, DYSCRASIA, a z innej beczki RIVERSIDE, ANIMATIONS, MEGADETH. Uzupełniłem także swoją kolekcję o amerykańskie wydania pierwszych płyt DYING FETUS, kupiłem kilka klasycznych pozycji z Relapse, oraz sporo innych staroci, które można by długo wymieniać... Przy zakupie płyt kieruję się głównie tym, czy muza mnie jara, nie interesuje mnie, czy to coś nowego, innowacyjnego, czy też starego, przerobionego wiele razy. Jak muzyka wali w czerep to nie zastanawiam się długo nad zakupem CD.
A na nowy MORBID ANGEL wyczekujesz? Na razie można jedynie gdybać, ale sam słysząc jeden nowy utwór w wykonaniu koncertowym jestem pełen nadziei na majstersztyk – choć podobno ma on zostać nagrany bez Sandovala, co będzie złą nowiną dla wszystkich. Myślisz, że uda im się popełnić kolejny kultowy album, który dorówna choćby "Formulas Fatal…", czy "Domination" - bo o dorównaniu trzem pierwszym LPs raczej można tylko pomarzyć??
No szkoda ich trochę... Nie dość, że tyle lat kazali sobie czekać na nowa płytę, to teraz Sandoval się posypał... Muzycznie jakoś przestali mnie jarać po „Domination”, ale po usłyszeniu kawałka „Nevermore” napaliłem się na nowy album. Nie mogę się doczekać szczególnie wokalu Vincenta. Podejrzewam, że koleś, który nagra perkusję w zastępstwie Sandovala zrobi to zajebiście, ale na pewno będzie słychać, że to nie poczciwy stary Pete. Ważne, żeby Trey nie dał ciała i żeby zrobił zajebiście ciężkie gitary!
I nie kombinował bez sensu, jak to zrobił na „Heretic”. No dobra, wróćmy jednak do FEROSITY. Nowy album jest już jakiś czas dostępny, i… co dalej? Jakie macie plany odnośnie promocji „Primordial Cruelty”? Myślicie o załapaniu się na jakąś trasę po kraju? Jeśli tak, to z jakimi ewentualnie kapelami? Sam sobie tak myślę, że jakby dobrać skład np. VADER, MASACHIST, LOST SOUL, EMBRIONAL, FEROSITY i DEIVOS, to byłaby to może nawet najlepsza trasa death metalowa, jaka przeszłaby przez nasz kraj!
O rany, ale poleciałeś. (No co kurwa, jestem optymistą i lubię też czasem pomarzyć he, he – dop. Astus) Dzięki, ale to raczej nierealne... Odzew ludzi na naszą muzę jest słabiutki, więc nie sądzę, żeby ktoś nas chciał na coś takiego zaprosić. Skupiamy się raczej na pojedynczych sztukach, a właściwie to się skupialiśmy... Od jakiegoś czasu założyliśmy sobie bana na granie w Warszawie do kotleta dla pustej sali, chyba że trafi się wyjątkowa impreza. Odnośnie koncertów w Polsce to próbujemy to rozkręcać i łapać kontakt z organizatorami. Jeśli ktoś z czytających ten wywiad organizuje koncerty i chciałby nas zaprosić to walcie do nas śmiało, chętnie pogadamy i może coś się fajnego zmontuje.
Czy łatwo jest w ogóle takim młodym, podziemnym kapelom, jak FEROSITY grać koncerty w Polsce? Jak oceniasz poziom organizacyjny tych gigów, w jakich wzięliście udział? Pytam, bo pamiętam, iż kilka lat temu ciężko było ze sprzętem, promocją koncertów, jakimś honorarium, czy noclegiem, nie mówiąc choćby o jedzeniu dla muzyków… Czy zmienia się coś pod tym względem na lepsze?
Pod kątem sprzętu jest na pewno dużo lepiej niż kiedyś. Mnóstwo kapel ma swój własny sprzęt, my też często wozimy swoje wzmacniacze i nie ma problemu, jeśli ktoś chce na nich zagrać. Jeśli chodzi o „socjal” dla kapel to jest tak, że jeśli frekwencja jest spora i jest kasa z biletów to jest kasa dla zespołów. Zwrot kosztów dojazdu i browar to raczej standard, a czasem jest extra żarcie i nocleg jak np. mieliśmy na zeszłorocznym festiwalu Metal Time. No ale wiadomo, jeśli ludzie nie chodzą na koncerty to organizator nie ma kasy dla kapeli, jak nie ma kasy to sporo kapel nie idzie na taki układ, żeby grać za free itd ... No ale w kwestii grania za darmo, czy za kasę to nie będę się wypowiadać, są różne zdania w tej kwestii. My jesteśmy trochę na innej orbicie, gramy dla przyjemności. Mnóstwo koncertów graliśmy na darmo, bo po prostu chcieliśmy zagrać dla samej frajdy. A jeśli jest zwrot kosztów, albo jeszcze jakaś extra kasa to tym lepiej.
No dobra, powoli będziemy kończyć, nie mogę jednak zapomnieć zapytać o najbliższe plany FEROSITY, zwłaszcza te dotyczące kolejnego wydawnictwa. Pracujecie już nad czymś, myślicie o nowych utworach? Dzięki wielkie za ten wywiad!!!!!
Mamy połowę materiału na nowa płytę. Niestety dla niektórych recenzentów znów będzie to mało oryginalny old schoolowy death metal z kopiącymi w dupę riffami! Chociaż może dodamy trochę smyczków i sampli... to się jeszcze zobaczy. (Nie zapomnijcie o techno bitach – dop Astus) Dzięki za wywiad i wsparcie, STAY BRUTAL! (Always!!! A wy dranie, kupować „Primordial Cruelty”, bo inaczej pan w czarnej sukni i białym kołnierzu was dopadnie! – dop. Astus!)
www.myspace.com/ferosity
Astus
2010-06-05
|