|
Psycho - "The Grind Years"
(CD '10 / Selfmadegod Records)
"The Grind Years" zawiera aż 52 ścieżki oraz 4 klipy koncertowe. Ten kompilacyjny album to z pewnością nie lada gratka dla Psychomaniaków, którzy już pogubili się w tym co i kiedy kapela wydała. Chyba, że oczywiście akurat jesteś diehard'em, który nie przepuścił ani jednego singla czy siedmiocalówki Bostończyków, wtedy możesz nabyć rzeczony egzemplarz z czystego sentymentu lub dla kilku kawałków ze
składanek. Zawartość krążka datuje się na lata 1990-94 i przyznam szczerze, że w tym okresie Amerykanie prezentowali dźwięki o wielu twarzach. Głównie te z pogranicza grindu i death metalu, ale
zdarzały się im także epizody przesiąknięte hardcore'em lub punkiem. Generalnie zespół sprawnie żongluje tymi stylami niejednokrotnie sięgając po wszystkie cztery na potrzeby danego kawałka. I o dziwo nic tutaj nie zgrzyta (pomijając oczywiście samo brzmienie, które w wielu fragmentach jest odpowiednio spierdolone:) Ta muzyka to prawdziwy żywioł, słuchanie w domu, no cóż może i ciekawe, ale nie dostarcza takiej frajdy jak w wydaniu koncertowym. Co ciekawe niektóre numery można zaliczyć w poczet prawdziwych utworów ani tylko kilkunastosekundowych killerów. Mam tu na myśli
oczywiście te, którym udało się przekroczyć niewyobrażalną barierę minuty i trzydziestu sekund. Najbardziej odpowiada mi, przede wszystkim brzmieniowo, materiał z EPki "Mass Consumption", choć zawsze będę dziwił się takim wynalazkom jak siedmiosekundowy "Sore Rectum". Podoba mi się także składankowy "Nicotine Addiction" może dlatego, że jest taki nietypowy, przynajmniej początek ma zupełnie odstający grindowej stylistyki. Z kolei najbardziej popieprzony wydaje się być materiał ze splitu z innymi weteranami sceny, Agathocles! To co robi tu wokalista przechodzi ludzkie pojęcie! Ale nawet w tym wypadku nie brakuje frywolnych, bardziej rozrywkowych zagrywek ("Has Been"). Nie ukrywam też, że ciekawie byłoby
posłuchać czasem czegoś wolnego. Czegoś takiego jak "Garbage" czy "Disturbed Revenge" ze splitu z Satan's Warriors. Brzmi to przecież jak grindcore'owa wersja Black Sabbath albo Candlemass! Czego możecie spodziewać się po tym kompilacyjnym materiale? Przede wszystkim sporej dawki niewybrednego hałasu, niejednokrotnie podpartego punkowymi standardami (rzeczony split z Agathocles). Na nudę nie będziecie narzekać, bo poszczególne kawałki zostały rozmieszczone w różnych fragmentach osi czasu, także dzieje się tu całkiem sporo. Począwszy od zmian brzmieniowych, po te stylistyczno-aranżacyjne. Krążka nie polecam żółtodziobom, którzy dopiero
zaczynają przygodę z grindem, ale ci obyci, będą myślę, zadowoleni.
|