|
Unholy Grave - "Grind Killers"
(CD '10 / Selfmadegod Records)
Przy okazji Unholy Grave powiało nieco egzotyką, a to dlatego, ze zespół ów pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednak dźwięki jakie reprezentują kwitnące raczej nie są i bliżej im do kompostowego rozkładu niż do pączkowania. Na scenie grind to juz
klasyka, jednak dla mnie to jedno z wielu nowych odkryć :) O tym, jak groźny może być Japończyk przekonali się Amerykanie podczas II Wojny Światowej. Natomiast z zawartości "Grind Bastards" dowiemy się jak wygląda Japończyk wkurwiony! Płyta ma ciekawą formę, gdyż została
zarejestrowana na "setkę" w holenderskim studio, gdzie na co dzień pogrywają sobie kolesie z równie popieprzonego Fubar. Co to oznacza? Zero poprawek brzmieniowych i aranżacyjnych, zapomnijcie też o porządnym mixie i masteringu. Po prostu kilku wykolejeńców napierdalających w jednym ciasnym pomieszczeniu ten swój szalenie wulgarny grind/crust. Riffy niszczą i nie ważne czy zapodają temat typowo hard core'owy czy bardziej punkowy, bo i do takich stylistyk odnoszą się muzycy Unholy Grave (kołwerując chociażby znakomity "Beat on the Brat" The Ramones). Ale ten krążek cechuje również spora dawka luzu - nikt się nie przejmuje efektem końcowym. Liczy się tylko dobra zabawa i ostre łojenie a to przecież podstawa. Uwielbiam takie kawałki jak pełen energetycznych riffów "Death By Terror" czy kapitalnie rozkręcający się, dość mocno poszatkowany, jeżeli chodzi o tempa, "Justice?". Po przeciwnej stronie znajdziecie jednak kilka wybuchowcyh i prostszych numerów pokroju "Murderer" czy "Motorcharged", które od początku do końca utrzymuje równe, galopujące tempo waląc nas po uszach punkową rytmiką. Ponarzekać muszę
już tradycyjnie na wokalistę, który chyba się najebał i nie za bardzo mu idzie to ryczenie. Ale na to mogę mu puścić płazem, jest w końcu jeszcze bardziej szorstko i realistycznie :) Oczywiście nie można oczekwiać po "Grind Killers" albumu na miarę ostatnich perfekcyjnie zrealizowanych krążków Rotten Sound czy Napalm Death. To zupełnie inny klimat, to wciąż muzyka podziemia i tylko prawdziwi maniax będą potrafili w pełni ją docenić. Polecam oglądnąć zapisy koncertów live i przekonać się na własne uszy i oczy jakiego rozpierdolu dokonują będąc na scenie! Mnie się ten krążek podoba głównie za
żywiołowość i szczerość przekazu oraz rock'n'rolowy luz i naprawdę wystrzałowe riffy. Ameryki
to oni nie odkryli, po prostu zrzucili na nią kilka swoich bombek :)
|