|
Unleashed - "As Yggdrasil Trembles"
(CD '10 / Nuclear Blast)
"He holds his hammer towards the sky. This time we fight!"
Od czasu, gdy zakatowałem boleśnie Hammer Battalion, wyczekiwałem premiery następnego dzieła Unleashed. Niecałe dwa lata, które dzielą obie płyty minęły niezwykle szybko. Przyznaję już na samym wstępie, dzień w którym po raz pierwszy usłyszałem As Yggdrasil Trembles był dla mnie jednym z najważniejszych dni w tym roku. Istna Unleashed-o-mania ogarnęła mnie kilka dobrych lat temu i wszystkie pięć albumów jakie pojawiły się tej dekady łykam dosłownie bez popity. Już wyczekuję kolejnego tworu i wcale nie zapowiada się na to, bym w ciągu najbliższych lat przestał się jarać muzyką Johnnego i spółki. Jest to dla mnie po prostu wzór tego, jaki powinien być metal. Zaraz obok innego, dla mnie nieśmiertelnego zespołu, jakim jest Bloodbath. Dwanaście szybkich cięć zawartych na As Yggdrasil Trembles jest dla mnie niczym parę litrów świeżej krwi dla rasowego, wygłodniałego wampira. Czuję, że odżywam i to już od pierwszej minuty tego zacnego płyciwa. Tego mi po prostu było trzeba.
"Battalions of the world, are you ready?!"
Otwierające stawkę Courage Today, Victory Tomorrow z miejsca spowodowało, że włos mi się na ciele zjeżył. Jakże dawno tego nie czułem! Cudowne jest to wprost uczucie kiedy sierść staje dęba, a po plecach przechodzą ciarki. Spowodowane jedynie doznaniem angażującym wyłącznie słuch! Czasem wzrok, słuch i dotyk to za mało, a tutaj... Dobrze, jedziemy dalej. Wchodzi So It Begins. Jeb, jeb, jeb... Szybki, blastujący, wbijający się w czachę. Pełen miód. Zaraz po nim kawałek tytułowy. Przepyszny riff i nieśmiertelne "Jaaaaai!" Johnnego. Fani poczują się jak w domu. Następnie uderza Wir Kapitulieren Niemals traktujący o tym, jak to minęło już 20 lat działalności kapeli. Niektórzy twierdzą, że początki metalu to pierwsza płyta Black Sabbath. Jej premiera była lat temu 40. Zatem wg tej teorii Unleashed istnieje już od połowy historii ekstremalnej muzy. Kto by pomyślał...
"So you kneel and come crawling at my feet!"
Wracamy do samej płyty. Za nami cztery wyziewy, a więc dopiero 1/3 całości. Co by nie wymieniać każdej pieśni, dorzucę jeszcze parę ogólników. Nie wiem jak Ci goście to robią, ale z każdego kawałka po prostu bije niezwykły charakter, coś takiego, co powoduje, że bez żadnych przeszkód mogę je sobie odpalać znowu i znowu... Masa naprawdę świetnych riffów, do tego perka, która chodzi po prostu pięknie, a jakby tego było mało, co raz wpada pełna finezji i polotu solówa, jak choćby ta w Chief Einherjar. Mało kto tworzy tak niesamowite kompozycje. Powiem to jeszcze raz: miód, kurwa, miód! I tak po prostu aż do samego końca. Najszybciej mijające trzy kwadranse ostatnich miesięcy. Jakkolwiek mało sensownie brzmi to zdanie, hehe. Zabawa zaiste przednia przy nowym Unleashed jest niepodważalnie.
"What you will experience is far beyond hell!"
Język mi się plącze, pocę się jak świnia, nie wiem co ze sobą zrobić. Jestem absolutnie zniszczony. I wuj tam z tym, że nie spotkałem się z gorącym przyjęciem tego albumu w innych recenzjach. As Yggdrasil Trembles rozpieprza mnie z siłą młotu Thora. Nie inaczej. To płyta z tych, które dają tyle radochy, że nawet zbytnio nie chce się sięgać po inne. Świrek na punkcie Unleashed jakiego mam ewidentnie jest nieuleczalny, toteż, droga gawiedzi, nie dziwota, że tak wysoko oceniam dziesiąte pełnoprawne dzieło Szwedów. A że album dzisiąty, to ocena nie może być inna niż dziesiątka właśnie. Przynajmniej dla wszystkich maniaków. Co by nie szaleć do granic możliwości, oficjalnie jest dziewiątka. Wszyscy wołają zatem wespół z Johnnym "We drink to Odin, we drink to Thor" i upajamy się do nieprzytomności.
Jaaaaaai!
|