|
Infected - "Crawlspace"
(CD '09 / Prime Cuts Music)
Stanąłem w pewnym sensie przed nie lada zadaniem kiedy to reedycja
"Crawlspace" trafiła w moje łapska. Infected to ekipa mi nieznana (wszak trzeba być nadczłowiekiem, by orientować się w tym zalewie zespołów z całego świata), toteż wypadało co nieco o nich doczytać przy okazji zagłębiania się w te dźwięki. Australijczycy, jak się okazało, byli podobno jednym z bardziej znanych i ciekawszych zespołów pochodzących z krainy kangurów w latach 90, bowiem na pierwszą połowę tejże dekady przypada okres działalności Infected. "Jeden z ciekawszych..." powtarzałem pod nosem przebijając się przez kolejne kawałki. Cóż, stary wyga ze mnie żaden, a zdaniem tychże ktoś w moim wieku nic wie o tym jak to się kiedyś grało i co jest/było faktycznie dobre. Niech mówią co chcą, każdy wie swoje. Ja wiem natomiast co następuje. Album ten faktycznie mógł być czymś bardzo ciekawym te 16 lat temu. Teraz jednak, przynajmniej na mnie, nie robi zbytnio wrażenia. Industrialny feeling wówczas mógł być dość świeżym doświadczeniem, a jest to jeszcze okres przed tym, jak na światło dzienne trafiło głośne
"Demanfacture" nagrane przez Fear Factory. To już nawet nie chodzi o samą stylistykę jaką tu obrano. Kawałki same w sobie nie są zbytnio porywające. Płytka
zginęła pośród innych. Może nie przegrała sromotnie, ale o sukcesie w boju o miejsce w moim odtwarzaczu na pewno nie ma mowy. Brzmienia się zbytnio nie czepiam, bo w końcu 1994 rok to bardzo stare dzieje. To, co mocno rzucało się w uszy to nie do końca udane podrygi w postaci jakiegoś mamrotania. To miał być chyba śpiew. Próby owe pojawiały się miejscami i wyróżniały się dość mocno (na minus rzecz jasna). Jako się rzekło, obiektem recenzji jest reedycja, toteż szepnę parę słów o zmianach względem pierwowzoru. Wymieniona została oprawa graficzna. Starego bookletu nie widziałem, ale przynajmniej okładka wypada ciekawiej. To raz. A dwa, że dorzucono remiks jednej z zawartych tu pieśni. Na początku myślałem, że pewnie będzie to najciekawszy track na całej płytce. Trochę się pomyliłem, bo i tutaj obeszło się bez euforii. Co niektórzy mogą uznać, że szargam świętość. Do mnie to za cholerę nie trafiło, a w końcu o przekazanie własnych wrażeń tutaj chodzi. Ja się ździebko męczyłem przy tym płyciwie. Tymi słowami kończę swoją krótką wypowiedź. I basta.
|