|
Shadows Of Eternity - "Last Chance"
(MP3 '09 / demo)
Można odnieść wrażenie, że czasy garażowych zespołów to już przeszłość a zaczynanie kariery od pełnoprawnego debiutu w barwach wytwórni to norma. Jednak są jeszcze zespoły, które zaczynają od podstaw, często nie zdając sobie sprawy, jak wiele ciężkiej pracy jeszcze przed nimi. Niejednokrotnie będzie to praca okupiona wieloma niepowodzeniami i ostrą krytyką, bo dzisiejsza scena jest niewątpliwie bardziej radykalna i nie toleruje potknięć. Shadows of Eternity startują od zera, klasyczną czteroutworową demówką w klimatach około thrash metalowych. Trafiło na mnie i chyba dobrze, bo gdzie indziej pewnie by ich nawet nie wysłuchali... (sad but true...) Czy jest więc aż tak tragicznie? No nie wiem jak to ubrać w słowa, by nikogo nie urazić (młodzi są w końcu i porywczy zapewne, więc nie chce się wdawać w ewentualną klasyczną internetową polemikę na bluzgi, ale mogło być zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim pośpiech zrobił swoje i zarejestrowane utwory nie brzmią najlepiej. Wokalista, choć bardzo się stara, to nie radzi sobie najlepiej z typową thrash metalową manierą. Dochodzi do tego jeszcze trochę kwadratowy i kulejący angielski. Pseudomówione partie to nie jest to, czego oczekujemy od thrash metalowego gardła, które ma mi przecież sąsiadki moherowe straszyć, a nie im wiersze recytować. No i wada podstawowa - jest zbyt mocno wysunięty przed instrumenty. Dobra, a jak się spisuje reszta? Dziewczyna przy garach to niby taki kuchenny stereotyp, ale w zespole metalowym to rzadkość. No nie wiem, napierdziela jak dla mnie całkiem konkretnie, chyba najlepiej z całej czwórki. Gitarzyści i basista także wymagają osobnego wspominku. Gitarzysta basowy, to także omawiany wcześniej wokal i łatwo się domyślić, że zdecydowanie lepiej mu idzie szarpanie strun w gitarze niż zdzieranie tych głosowych. Że podam dla przykładu siedmiominutowy utwór "Sword of Destiny" - jedyny, z którego przy odrobinie chęci, można byłoby wycisnąć coś naprawdę ciekawego. Reszta do wyrzucenia niestety lub do totalnego przebudowania. O co mi chodzi? Czego oczekuję? Przede wszystkim niech każdy następny riff będzie odpowiedzią na poprzedni, bo inaczej nie trzyma się to kupy i robi się topornie. Udane przejście to klucz do sukcesu:) Najwięcej pracy czeka jednak wokalistę, choć według mnie najlepszą opcją byłoby znalezienie osoby, która będzie potrafiła wyciągnąć maksimum z wydawać by się mogło prostego wrzasku. Aranż wokali to także ważna
sprawa - co, gdzie i kiedy zaśpiewać, w którym miejscu zaakcentować czy inaczej zaintonować (nie znaczy to wcale, że ma być głośniej!:) No ale nie jestem magistrem muzyki, więc kończę ten swój mierny wykład, który potraktujcie jako pisany z perspektywy słuchacza lubiącego posłuchać konkretnego thrash metalowego napieprzania a nie gościa, który chce
kogoś zgnoić! Po prostu jak coś się nie klei, to zwyczajnie tego nie słucham i chyba nie ja jeden mam takie "wymagania". Bez pośpiechu, skupcie się teraz na pisaniu dobrych kawałków, a koncerty, kasa, kobiety (sorry Kaśka, zapomniałem o Tobie:) będą już tylko formalnością!
A, no i zróbcie coś, żeby solówki nie brzmiały, jak najebany Szkot grający na swoim narodowym instrumencie! :D
|