|
Masticate - "Masticate"
(CD '10 / demo)
Na wstępie z miejsca przyznaję, thrashowcy z Tych od razu kupili mnie okładką. Śmiercicha w czarnobieli, widoczna także na samym cedeku, straszy swoją niewyszukaną aparycją. Natomiast sama muzyka nie czyni tego w najmniejszym stopniu. Dziwię się sobie samemu, że przy pierwszych przesłuchaniach nie byłem zbyt przychylnie nastawiony do tejże. Przyjęta formuła, od której lekko trąca monotonią i brakiem miażdżących pomysłów, nie przekonywała mnie. Ciekawy wstęp i zakończenie, growl w Shades of Death, początek Rise and Revenge czy cały My Domain, trochę wolniejszy od pozostałych szlagierów... Fragmenty, które właśnie wymieniłem uważałem za co ciekawsze, a reszta po prostu sobie była. Wystarczyło jednak odpalić płytkę w cichy i spokojny poranek, z czystym umysłem, by ewidentnie wsiąknąć w muzykę Masticate. Mocny, pieprzony thrash! Tego właśnie należy oczekiwać. Oni nie są od zaskakiwania, oni są od porządnego naparzania. Panowie zapodają nam 6 kawałków, niezbyt długich, po 3-4 minuty, do tego intro i outro oraz bonusowo na koniec cover weteranów metalowej sceny (Seek and Destroy się ta pieśń nazywa). Pół godziny to nie jest jakoś szczególnie długo, ale też nie haniebnie krótko. Kompozycje są szybkie i chwytliwe. Na pewno dają po bani na koncertach. Nie zawodzi brzmienie, które dodaje całości wyrazistego charakteru. Gorąco popieram inicjatywę podjętą przez Masticate, a mianowicie rozdawanie swojej płytki podczas gigów w cenie jednego browara z trochę wyższej półki. Piątaka wysupła bez problemu każdy. Za taką kasę dostać można kawał porządnej muzy. Doskonale pokazuje to, jakie są priorytety zespołu i nie pozostaje mi nic innego jak przyklaskiwać takiemu podejściu do słuchacza. Masticate to łomot w starym, dobrym stylu. Zyskaliśmy właśnie kolejną ekipę obok której przejść obojętnie zwyczajnie się nie da. Jeśli okaże się, że zagrają w waszej wiosce, nie ma się co zastanawiać i po prostu iść bez najmniejszego zająknięcia. Zimne okłady na kark po powrocie jak najbardziej zalecane.
|