|
Absent - "Audi... Vide... Sile..."
(CD '05 / Redrum 666 Records)
"Sick Authority" otwiera bramy do podziemnych sal tortur, gdzie ujrzysz i usłyszysz rzeczy, o których nie śniło ci się nawet w najgorszych koszmarach. Każdy riff wciśnie się swym zabójczym wiertłem pod płat mózgowy powodując tym samym krwisty wyciek na twojej podłodze. Absent nie próżnuje, Absent nie zważa na istniejące trendy i schematy robienia dobrego łomotu, Absent nie uznaje kompromisów - brutal death jest Absentem. To on zrodził się z ciemnych zakamarków popieprzonych jak lato z radiem świadomości grajków. To oni zapoczątkowali PRAWDZIWĄ i jedyną słuszną ścieżkę ku uciesze Lucyfera, bo prawdopodobnie znają go lepiej niż sam Twardowski. To oni tworzą ten cały chaos i zamęt wokół swoich utworów, w których jest tylko jeden, i jakże prosty, zamysł: dać słuchaczowi wykurwistą mieszankę brutalnego, chorego i bezkonsensowego metalu dla słuchacza tak pojebanego jak ja, którego cieszy rzeźnia osiągająca apogeum szybkości i niebezpiecznych zwrotów, poza tym zrozumiałej tylko dla najprawdziwszych miłośników uczty, bez dostępu dla slipknotowców i innych dzieci z poronieniem mózgowym. 9. numerów, 9. zgonów, 9. nocy nieprzespanych - co po odwróceniu (odwierceniu?) daje 666 i ta analogia zdaje się nieprzypadkowa, bo każdego po owym krążku opęta szatan ze swym bystrym podejściem i nadludzką siłą perswazji. Tak też album zatytułowany ostatnio popularną - w pewnych kręgach kiczowatą - łacińską nazwą "Audi... Vide... Sile" zabija megabrutalną otoczką gore, zaś przed oczyma do tej pory mam mordy tych ludzi, którzy za tym stoją. Jak tak dalej pójdzie to Azarath abdykuje przerażony rosnącą polską konkurencją.
|