|
Imperium - "Imperium"
(CD '09 / self-released)
Bardzo cenię sobie jednoosobowe projekty. Niektórzy muzycy wykazują naprawdę dużo samozaparcia. A może po prostu preferują taką formę pracy. Jedną z takich postaci jest chociażby Stasiek znany ze swojego Egoist, ale także pocinający w Newbreed czy Angerpath. Tym razem jednak nie o nim będzie. Adarsh Rangayyan to osoba odpowiedzialna za pochodzący z Kanady projekt Imperium. Facet ewidentnie nie ma aparycji Kanadyjczyka, tym bardziej także nazwiska, niemniej tam właśnie pomieszkuje i tam nagrał swój pierwszy album. Lubie digipacki, ale mocno chałupnicze wykonanie tegoż nieszczególnie do mnie trafiło. Logo wygląda jak malowane farbkami i ogólnie bije trochę biedą. A co na samym krążku? Ano 10 kawałków pochodzących z dwóch okresów. Pierwsze pięć zostało nagrane w 2009 roku, natomiast pięć ostatnich w roku 2007. Razem daje to dość sporo, bo prawie godzinę grania. Adarsh odpowiedzialny jest zarówno za gitary, bas jak i perkę. Co do ostatniego, moim zdaniem jednak tą fuchę powinien powierzyć komuś, kto zajmuje się garami na codzień, bowiem brakuje im trochę polotu jak na mój gust. Albo po prostu się czepiam niepotrzebnie. Pierwszy plan to tutaj zdecydowanie gitara elektryczna. Wszystkie kawałki są instrumentalne, co niezwykle mnie cieszy, bo zawsze lubiłem takie granie. Maniacy ekstremy nie mają tu czego szukać, a to dlatego, że Imperium raczej prezentuje "łagodniejsze" oblicze metalu. Heavy/thrash, coś w ten deseń rzekłbym. Po prostu METAL, tak będzie najbardziej trafnie. Jest to w sumie swoisty ewenement, bo nie spotyka się zbyt często takich nagrań. Wszak prym wiodą raczej inne gatunki zalewające scenę ogromną falą, a tym bardziej trudno spotkać instrumentalne naparzanie. Kawałków słucha się naprawdę dobrze. Facet się nie oszczędza i ostro grzeje, raz za razem wypluwając solówki i szybkie riffy. Za zwolnieniami wyraźnie nie przepada, albowiem zbyt dużo ich nie serwuje. Słuchając odniosłem wrażenie, że ciut lepsze są jednak te nowsze kompozycje. Poza tym także trochę dłuższe, bo głównie ich czas trwania przekracza 7 minut. Szacunek za sklepanie tego wszystkiego w pojedynkę z mojej strony raczej nie powinien być postrzegany jako przesada. Prawda, kawałki nie niszczą słuchacza doszczętnie, brakuje szlifu w kilku kwestiach, ale pomiędzy jedną nawałnicą a drugą sprawdza się ta płytka w sam raz. Jeśli ktoś nie ma awersji do popisów, a tychże na dobrą sprawę nie ma wiele, i ma ochotę na dobre, instrumentalne, metalowe kawałki, trafił pod właściwy adres. Adarsh stworzył coś raczej dla ludzi, a nie dla muzyków, bo i tak niektórzy postępują, wypluwając płytki, które docenić potrafią fachowcy spuszczający się nad techniką jednocześnie
nie zauważając, że tego nie da się słuchać i zwykłego człeka nudzi to okrutnie. Imperium nie jest dla takich świrków, dlatego słuchało mi się go przyjemnie. Po pewnym czasie materiał trochę zaczyna nużyć, ale i tak pozostaje kawałkiem nie byle jakiej muzy. Daję znak jakości księdza proboszcza i mocną siódemkę.
|